„WRÓG LUDU” Henryk Ibsen

miejsce Teatr Polski w Poznaniu
kiedy 28/05/2017    19:00
cena Wstęp wolny
artyści Reżyseria: Jan Klata | Narodowy Stary Teatr im. Heleny Modrzejewskiej w Krakowie

Ibsen napisał Wroga ludu w roku 1882, ale odsłonięte w nim bezduszne mechanizmy pozostają przerażająco aktualne. Małe, uzdrowiskowe miasteczko w południowej Norwegii staje się, w interpretacji Jana Klaty, miejscem rządzącym się bardzo specyficznymi zasadami. Jak mówi o mieszkańcach burmistrz Peter Stockmann:  „Ludzie najlepiej czują się ze starymi, dobrymi ideami, które już sobie przyswoili”. Przyzwyczajenia i niechęć do zmian ścierają się w nim z poczuciem zagrożenia, któremu należy zapobiec. Badania doktora Tomasa Stockmanna, ujawniające nieprawidłowe położenie wodociągu i regularne zatruwanie wody kąpieliska, mają potencjał rewolucyjny, godzą jednak w interesy władz miasta, a impas sytuacji potęguje bliskie pokrewieństwo między uzdrowiskowym lekarzem a burmistrzem. Jak rozłożą się sympatie mieszkańców miasteczka? A przede wszystkim od czego to zależy?

 

Klacie udaje się rzecz trudna: konstruuje przedstawienie, w jakim odnaleźć może się niemal każdy widz (poza tym, który z góry wie, że taki teatr musi być zły), a przy tym formułuje przekaz – jakkolwiek banalnie to brzmi – wyrazisty i wieloznaczny. Wróg ludu w Starym Teatrze uwodzi i niepokoi, daje frajdę oglądania teatralnej machiny, uruchomionej na całego, a przy tym nie pozostawia widza (…) na uboczu konfliktu, jakiego jest świadkiem.

 Tym, co podoba mi się w tym spektaklu najbardziej, jest jego nieoczywistość: Klata nie podsuwa arbitralnych rozwiązań, nie oskarża, nie diagnozuje. Pokazuje stan, w jakim wszyscy – bez wyjątku – utknęliśmy. Stan, z którego nie ma już ucieczki. Skazani jesteśmy na bunt – to jedyna alternatywa, bez względu na cenę i skutek.

Olga Katafiasz

Spektakl jest kompozycją przemyślanych obrazów, bardzo plastycznych
i mocno oddziałujących na zmysły. W pamięć szczególnie zapada ostatnia scena. Wszystko zostaje przykryte folią. Przy odpowiednim oświetleniu scena do złudzenia przypomina falujące morze. Symboliczny „potop” zalewa świat pogrążony w chaosie, nienawiści, kłamstwach, demagogii. Porządkuje rzeczywistość, oczyszczając ją ze zbędnych śmieci. Spod tafli „wody” wygrzebuje się Stockmann z rodziną. Teraz zostają już tyko oni. Są bezbronni, samotni, zdani na łaskę innych. Jesteśmy konfrontowani twarzą w twarz z grupą rozbitków. Trudno uniknąć skojarzeń z powszechnymi obecnie w mediach zdjęciami uchodźców w zdezelowanych statkach i pontonach.

Ligia Kazusek