IDEA

Po raz siódmy spotykamy się w Teatrze Polskim w Poznaniu, żeby lepiej poznać BLISKICH NIEZNAJOMYCH. Tym razem nasz Festiwal nosi tytuł: KAIN I ABEL. Pokażemy skomplikowane relacje między braćmi, ale nie zawężamy pola widzenia tylko do relacji rodzinnych. Bohaterami przedstawień będą także ludzie tej samej lub różnych narodowości zamieszkujący to samo miejsce. Zobaczymy ich w relacjach zgody, nienawiści i lęku. Braterstwa i jego braku. 

Historia Kaina i Abla to także dobra okazja do tego, żeby przyjrzeć się źródłom zła i zastanowić nad odpowiedzialnością za jego obecność. Ile w każdym z nas jest Kaina, a ile Abla? 

Na te i wiele innych ważnych pytań znajdziecie odpowiedź podczas Spotkań Teatralnych. W maju i czerwcu zapraszam na spektakle z Krakowa, Wałbrzycha, Warszawy, Lublina, Szczecina i Katowic.

Paweł Szkotak | Dyrektor Festiwalu


27.05.2014

19.00 | „MOJO MICKYBO” Owen McCafferty

Reżyseria: Wiktor Rubin | Teatr Krypta, Zamek Książąt Pomorskich w Szczecinie

MOJO MICKYBO to napisana błyskotliwym językiem opowieść o przyjaźni dwóch chłopców: Mojo i Mickybo. Opowieść, której tłem są zamieszki w Belfaście lat siedemdziesiątych. „Dwaj chłopcy, dwaj wspaniali chłopcy…” w świecie nienawiści, zdrady i przemocy próbują obronić swój świat, świat dziecięcej wrażliwości. Nie jest to historia o wkraczaniu w dorosłość, lecz o chwili, w której dorosłość brutalnie wkracza w nasze życie. Czy otoczeni przez sztuczne podziały Mojo i Mickybo ocalą przyjaźń? Czy tak, jak dwaj rewolwerowcy, przebiją się i uciekną do krainy wolności? Czy też będą musieli opowiedzieć się po którejś ze stron? 

Na scenie występuje tylko dwóch aktorów, którzy grając parę tytułowych bohaterów i 12 innych postaci, a także stwarzając wiele miejsc akcji, pozwalają nam przyjrzeć się światu oczami dziecka. Nie ma rekwizytów ani dekoracji, tylko dynamiczna, wartka akcja, reszta dzieje się w wyobraźni widza.

Niczewski i Falkowski bardzo dobrze radzą sobie w swoich rolach. Widzowie mają wrażenie, że przejście od jednej postaci do kolejnej nie sprawia im najmniejszej trudności. Bez problemu każdy z nich wciela się w małego chłopca, za chwilę w rozdygotaną matkę, a jeszcze później w mówiącego ochrypłym głosem kierowcę autokaru. Nie potrzeba tu zmiany kostiumów czy makijażu.

Anita Naumiec, Gazeta Wyborcza


28.05.2014

19.00 | „NA BOGA!” Jarosław Murawski

Reżyseria: Marcin Liber | Teatr Dramatyczny im. Jerzego Szaniawskiego w Wałbrzychu

W małym śląskim mieście ma się odbyć coroczna procesja wodzenia Judasza — to sięgający średniowiecza zwyczaj, podczas którego Judasz jest lżony i upokarzany za to, że zdradził Chrystusa. Atmosfera jest napięta: ksiądz Grzyb, proboszcz lokalnej parafii, zabronił katolikom uczestniczenia w wodzeniu. W miasteczku zjawia się diabelska ekipa na czele z Lucyferem. Mają za zadanie wesprzeć Grzyba, który dostaje szansę powrotu do wielkich wyzwań — jest głównym kandydatem na fotel biskupi. Tuż przed ingresem do prasy trafiają jednak materiały świadczące o tym, że w przeszłości Grzyb ulegał wielu pokusom… Upokorzony kapłan zgadza się być głównym oskarżycielem w procesie, jaki Lucyfer wytacza słabnącemu Bogu.

Dramat Jarosława Murawskiego to tekst napisany trzynastozgłoskowcem, wyjątek stanowią jedynie interludia, przypisane poszczególnym postaciom chóru. Nie jest to jednak ani żart, ani pamflet na mickiewiczowską tradycję literacką. Przede wszystkim to tekst fabularny o wartkiej akcji, niekiedy zbliżającej się do typu narracji XIX-wiecznej fabuły sensacyjnej.

Swojski kicz jasełek Murawski łączy z ostrzem pióra dobrego felietonisty. „South Park” spotyka się tu z „Faustem” i „Dziadami”, kabaret z ludowym teatrem misteryjnym. Mamy więc multum ironicznych nawiązań do bieżącego życia politycznego. Dostaje się również głośnym postaciom ze środowiska teatralnego — tropicielom lewackich i gejowskich spisków w teatrze, ale też bohaterce ostatniej facebookowej afery z nowym papieżem w roli głównej.

Witold Mrozek, Gazeta Wyborcza


29.05.2014

19.00 | „W MROCZNYM DOMU” Nell LaBute 

Reżyseria: Marcin Hycnar | Teatr im. Juliusza Słowackiego w Krakowie

Co może wyniknąć ze spotkania po latach dwóch braci, z których jednemu wiedzie się świetnie, a drugiemu — delikatnie mówiąc, kiepsko? Pozornie wydaje się to oczywiste. Ale u amerykańskiego mistrza dramatu psychologicznego nic nie jest oczywiste, a jego sztuka mnoży niedopowiedzenia
i zagadki, raz po raz przynosząc zaskakujące perypetie i trzymając w napięciu do samego końca. W rolach głównych — rewelacyjny duet: Grzegorz Mielczarek i Marcin Sianko, którym partneruje młoda, lecz już ciesząca się uznaniem aktorka Karolina Kamińska. Spektakl wyreżyserował twórca obwołany jednym z najciekawszych odkryć młodego teatru ostatnich lat.

Marcin Hycnar wziął na warsztat bardzo trudny i gęsty tekst, opowiadający o rodzinnych przemilczanych tajemnicach, niezrozumieniu,
nienawiści, zazdrości i orientacji seksualnej. Reżyserując „W mrocznym mrocznym domu” pokazał, że jest nie tylko świetnym aktorem, ale też konsekwentnym i pomysłowym inscenizatorem (…) stworzył bardzo dobry spektakl, budując go oszczędnymi środkami. Aktorzy zostali poprowadzeni pewną reżyserską ręką i stworzyli bardzo przejmujące i wiarygodne kreacje. 

Tomasz Kaczorowski, Nowa Siła Krytyczna (e-teatr.pl)


30.05.2014

19.00 | „BRACIA KARAMAZOW” Fiodor Michajłowicz Dostojewski

Reżyseria: Janusz Opryński | Teatr Provisorium, Lublin

BRACIA KARAMAZOW to najsłynniejsza powieść Dostojewskiego próbująca opisać debatę XIX-wiecznej rosyjskiej inteligencji. To fenomen, że pytania XIX-wiecznych Rosjan stały się pytaniami kolejnych pokoleń inteligencji na świecie. Młodzi ludzie z ochotą sięgali do tego tekstu, rozpoznając się w postaciach Iwana, Dymitra, Aloszy. Kobiety odnajdowały siebie w niezwykłych postaciach Katii i Gruszy. Wracając do tekstu dzisiaj, w XXI wieku, dążymy do tego, aby ten typ pytań, najsłynniejsze dialogi metafizyczne, pomieścić we współczesności, zderzyć ową rzeczywistość Dostojewskiego ze współczesnością. Chcemy niejako przebudzić Braci Karamazow, czyli jurodiwych, świętych, szaleńców, świętych idiotów, aby zmusili nas do odkrycia naszej duchowości.

Janusz Opryński

Reżyser nie przyspiesza historii. Nie udaje, że pokazuje tu coś więcej niż pragnienie wiary oraz mękę pogardy wobec wszystkich i siebie samego. Pozwala bohaterom błaznować, przyjmować pretensjonalne pozy, po czym nagle, jak stary, kapryśny Karamazow — żąda powagi. (…) to widowisko niemal ostentacyjnie staroświeckie i konwencjonalne, ale mocne. Ci, którzy oddają się żądzom, i ci, którzy nie mogą ich w sobie zaakceptować, cierpią po równo. W połowie spektaklu staje się jasne, że to nie „ćwiczenia z Dostojewskiego”, ale jakaś szalona walka. 

Joanna Derkaczew, Gazeta Wyborcza


31.05.2014

19.00 | „SAMOSPALENIE” Krzysztof Szekalski

Reżyseria: Krzysztof Szekalski | Fundacja Sztuki Orbis Pictus

Warszawa. Wrzesień 1968 r. Centralne Uroczystości Dożynkowe na  Stadionie Dziesięciolecia. Bohaterski akt, radykalny i ostateczny gest sprzeciwu Ryszarda Siwca wobec interwencji wojsk Układu Warszawskiego w Czechosłowacji staje się punktem zwrotnym w karierze oficera Służby  Bezpieczeństwa. Dziś, zepchnięty na margines historii, (anty) bohater minionego systemu, pozbawiony przywilejów i władzy — próbuje  zrekonstruować swoją drogę, odzyskać ciągłość własnej biografii, zrozumieć i zdefiniować swoją tożsamość. Kim jest lub też kim mógłby być…?

Spektakl jest próbą stworzenia takiego portretu. Nieoczywistego, prowokującego, portretu wielokrotnego, w którym fikcja i kreacja przeplatają się z realnym głosem historycznych faktów.

Jest w tym spektaklu współczesność polityczna w całej swojej piekielnej złożoności. SB–ek ubrany w mundur komendanta policji, a może i generała. Polsko–polska debata o wpływie komunizmu na kapitalistyczną już mentalność. Do głowy przychodzi masa innych spektakli rozliczeniowych. (…) Bluszcz swoją niejednoznacznością opowiada o trudach noszenia swojego imienia i nazwiska, stopnia zawodowego. Przede wszystkim jest to próba uporania się ze sobą w obliczu świata, gdzie ludzie płoną, a władza milczy. Co zrobić, jeśli się było częścią tej władzy?

Janusz Łastowiecki, dziennikteatralny.pl


01.06.2014

17.00 | „POGORZELISKO” Wajdi Mouawad | Czytanie performatywne

Reżyseria: Joanna Grabowiecka | Teatr Polski w Poznaniu

To jest jak u Greków. Skomplikowanie losu, nieobciążonego klątwą, a jednak determinującego życie wielu osób. Nie klątwa, ale kaprys losu, okrutny,
a jednak wygenerowany przypadkowo z maszyny losującej czy raczej losowej. Oczywiście w warunkach wojny i to najgorszej, bo domowej. Bez dawania racji, wbrew logice, wbrew matematyce. (…)

Mouawad jest pisarzem. Ma rzadki dar poetyckiego widzenia świata. Poetyckiego, nie upiększającego, lecz zdolnego, zdatnego do opisu koszmaru egzystencji.

Piotr Gruszczyński, Słowa utkane z pyłu, „Dialog” 2012, nr 4.


19.30 | „PIĄTA STRONA ŚWIATA” Kazimierz Kutz

Reżyseria: Robert Talarczyk | Teatr Śląski im. Stanisława Wyspiańskiego w Katowicach

Akcję swojej debiutanckiej powieści Kazimierz Kutz umieścił na Śląsku. Zawarł w niej bogaty i barwny obraz życia mieszkańców, pełen zdarzeń codziennych i o dziejowym znaczeniu, rejestrujący miejscowe anegdoty i portrety zwykłych ludzi, z których każdy ma swoją niepowtarzalną historię wartą upamiętnienia. Powstała w ten sposób fascynująca i gęsta od wydarzeń opowieść o miejscu bliskim sercu głównego bohatera, jego „Piątej stronie świata”.

Śląsk, piąta strona świata, to miejsce, gdzie zacierają się granice, a historia bawi się ludźmi i narodami. Nie sposób zamknąć go w sztywne ramy ani opowiedzieć od początku do końca. Można tylko próbować odsłaniać go po kawałku, zestawić z tysiąca zabawnych, tajemniczych i fascynujących
ludzkich historii.

W „Piątej stronie świata” nic nie kłuje. Kutz, zaczepny w publicystyce i polityce, w swej pierwszej powieści (a właśnie ona posłużyła za podstawę tego spektaklu) jest inny: refleksyjny i liryczny. Kreśli tradycyjną obyczajowość ziomków, ale też szanuje ich ambicje, samoświadomość, zakorzenioną godność. Przygląda się historycznym paradoksom, miesza żywych i umarłych, komizm z dramatem. Czemu reżyser Robert Talarczyk potrafi ł nadać świetną formę, lekką i oszczędną. Na pustej scenie zamkniętej ekranem wyświetlającym animacje Ewy Sataleckiej — raczej abstrakcyjno-groteskowe
niż dosłowne — powieściowe sylwetki objawiają się na kilka chwil, na mikrosytuacje, niczym figurki ze świata wspomnień, czyste i wyidealizowane,  choć cielesne.

Jacek Sieradzki, Zwierciadło


15.06.2014 | SUPLEMENT

19.00 | „BITWA WARSZAWSKA 1920” Paweł Demirski

Reżyseria: Monika Strzępka | Narodowy Stary Teatr im. Heleny Modrzejewskiej w Krakowie

Spektakl duetu Strzępka / Demirski nie jest freskiem historycznym analizującym przyczyny i następstwa tak zwanego cudu nad Wisłą, dzięki któremu Polacy powstrzymali Armię Czerwoną. Jest raczej szukaniem odpowiedzi na pytanie: co właściwie oznacza niepodległość, o co toczyła / toczy się gra, co nasz dziadek / pradziadek miał z tego, że w owym czasie bolszewicy nie weszli w głąb Europy? W przedstawieniu pojawiają się wcielenia znanych  postaci historycznych, takich jak Piłsudski, Witos, Broniewski czy Dzierżyński, a także postać Polskiej Mamy.

Twórców bardziej jednak interesuje współczesna Polska oraz świat, który otacza nas tu i teraz. Świat, w którym pewne mechanizmy przestały już działać, pewne rozwiązania przestały się sprawdzać, a nowe — jeszcze nie zostały znalezione. Na pierwszy plan wybija się ton poważniejszy, podkreślający złożoność ludzkich motywacji i wyborów, potrzebę nieustannej wrażliwej obserwacji świata i kwestionowania łatwych diagnoz.

Monika Strzępka i Paweł Demirski zadają te pytania nie po raz pierwszy, tym razem jednak podważają zbiorowy konsensus ze szczególną perfidią, dobierając się do najpilniej strzeżonych polskich tabu. Sięgają do momentu historycznego, który od niemal stulecia skutecznie opiera się próbom rewizji i którego znaczenie nie tylko dla Polski, ale dla europejskiej cywilizacji uchodzi za niepodważalny dogmat. I pokazują, że wojna 1920 roku oglądana z perspektywy poznańskich mieszczan czy chłopa spod Białegostoku nie jest tą samą wojną, którą znamy z podręczników. Więcej: wyciągają z szafy historii nie tylko bohaterów i nie tylko pomijanych zazwyczaj statystów, ale też mocno cuchnące, jednogłośnie znienawidzone trupy. I przyznają im wszystkim równe prawa do interpretowania historycznych wydarzeń i komentowania współczesności.

Joanna Wichowska, dwutygodnik.com