Film

Castel Felice

23 października 2007 r. godz. 20.00 Teatr Polski w Poznaniu – Duża scena
 
Kornél Hamvai „Castel Felice”
Radnóti Szinház, Budapeszt
premiera: 18 grudnia 2005 r.
 
Reżyseria: Péter Valló
Dramaturgia: Géza Morcsányi
Scenografia: Péter Horgas
Kostiumy: Mari Benedyk
Światło: Ernő Móray
 
Występują: Tibor Szervét, Viktória Szávai, Gyula Szombathy, Adél Kováts, András Bálint, Mari Csomós, András Márton, Virág Marjai
 
Tłumaczenie: Jolanta Jarmołowicz
 
Czas trwania spektaklu: 1 godz. 58 min.
 
Październik 1958, ośmioro obywateli węgierskich wsiada na statek Castel Felice, który zabiera emigrantów do Australii. 4 mężczyzn i 4 kobiety, zawieszają swój los w próżni. Podczas trwającej cały miesiąc podróży, próbują znaleźć „wspólny mianownik”, zakochują się, śledzą nawzajem, dyskutują, kłócą, intrygują – są przy tym śmiesznie słabi lub okrutni. Gdy okazuje się, że nie tylko nie odcięli się od swojej przeszłości, lecz zostali również obciążeni przeszłością towarzyszy podroży, wtedy powolne zadręczanie współtowarzyszy podróży przeistacza się w prawdziwą obławę… I chociaż „uciekinierzy” najbardziej chcieliby uwolnić się teraz od siebie, nie mają już dokąd uciekać.
 
 
Castel Felice - fragment:
           
PODRÓŻNIK: Zwolniliśmy, zauważyła pani? z powodu mgły. Ale pod wieczór według mnie osiągniemy . BIBRALTAR: Cóż, małp nie zobaczymy. Światła tak.
DAMA: Są małpy?
PODRÓŻNIK: Na Gibraltarze. Tam mają siedlisko. Nie mogą wrócić do Afryki.
DAMA: Zabili mi męża.
(Krótka cisza.)
DAMA: Był sekretarzem, w ratuszu, po wojnie przyszli po niego, nowi policjanci, późnym wieczorem, z zewnątrz wykrzykiwali, z ciemnej ulicy, że coś trzeba nagle załatwić, jeden nawet wszedł, stanął w drzwiach, mąż elegancko się ubrał, powiedziałam mu, co to znaczy, dlaczego nie może poczekać do rana, ale że go potrzebują, nawet nie pocałował mnie, bo zaraz wraca. Następnego dnia poszłam za nim, ale nawet nie dostałam się do ratusza, a kiedy się dostałam, powiedzieli, że trwa śledztwo, ale potem wypuszczą go do domu. A za dwa dni powiedzieli, że wypuścili, i nie wiedzą, gdzie jest. I... i jeszcze burknął tamten, jeszcze burknął, że puścili go do domu, i nie poszedł do domu? A ja czekałam. Całymi dniami. I wtedy usłyszałam, że ich widzieli. O świcie, mojego męża i trzech innych, jeden z nich był księdzem, wywieźli ich do lasu i kazali im kopać dla siebie grób i zastrzelili ich. I poszłam tam i wykopałam męża.
(Cisza.)
DAMA: Świat jest mały.
 
 
 
Sztuka rozpoczyna się jak zwarta, napisana pewną ręką komedia. Między pełnymi temperamentu postaciami toczą się frapujące i żywe dialogi. Potem pojawia się prawdziwy konflikt dramatyczny, który kieruje sztukę na zupełnie inny tor. Od tego momentu autor nie poświęca już zbyt wiele uwagi temu, jak to podczas kilkutygodniowego przebywania razem kształtują się, zmieniają, pogłębiają bądź oziębiają stosunki pomiędzy węgierskimi emigrantami szukającymi szczęścia w Australii. Ważna staje się tylko jedna relacja - wobec jednego ze współpasażerów, w którym bohaterowie rozpoznają agenta służby bezpieczeństwa – mordercę z 1945 roku.
To oskarżenie staje się główną osią dramatu. Komedia przeistacza się w tragedię.
 
Andrea Stuber
Kritika – styczeń 2006 r.
 
Akcję w sztuce „Castel Felice” (…) rozkręcają wartkie dialogi przekonująco łączące język literacki ze slangiem i mową potoczną. Ośmioro bohaterów różni się od siebie diametralnie, stwarzając aktorom ogromne możliwości interpretacyjne.
Jeżeli postaci zostaną właściwie zagrane, z odpowiednią siłą i aktorską precyzją, to sztukę będzie można zepsuć tylko w jeden widoczny sposób – a mianowicie jeśli reżyser zechce być mądrzejszy od autora i porzucając wszelką dwuznaczność i subtelność zawartą w tekście, spróbuje wszystko dokładnie wyjaśnić i na swój sposób wytłumaczyć.
Jednak przedstawieniu Teatru im. Radnótiego, w reżyserii Pétera Valló to niebezpieczeństwo na szczęście nie grozi. Valló wyraźnie kładzie akcenty, wyczuwalnie buduje swoją interpretację , jednak ani przez chwilę nie chce nam jej narzucać, pozwalając szukać nowych, odmiennych spojrzeń i ocen. „Szczęśliwy Zamek“ – tak nazywa się statek a jednocześnie i sztuka. Hamvai i Valló nie pozostawiają wątpliwości co do ironicznego charakteru tytułu. Ważnym elementem tekstu Hamvaiego jest to, że pomimo ponurego finału, publiczność, która mimo wszystko dobrze się bawiła, nie wychodzi z teatru przygnębiona. Jestem pewien, że w przyszłości „Castel Felice”  pojawi się również na innych scenach…
 
Urbán Balázs
Színház – luty 2006 r.


Tak było

Tak było

Zapraszamy do obejrzenia fotografii z festiwalu. więcej

Organizator

Teatr Polski w Poznaniu