Jeden dzień z życia Nicolae Ceausescu
20 października 2007 r. godz. 20.30 Teatr Polski w Poznaniu - Duża scena
pokaz spektaklu zarejestrowanego na taśmie filmowej
"O zi din viaţa lui Nicolae Ceauşescu" ("Jeden dzień z życia Nicolae Ceauşescu") Denis Dinulescu
Teatrul Mic, Bukareszt
premiera: 17 lutego 2005 r.
Reżyseria: Alexandru Tocilescu
Scenografia: Puiu Antemir
Kostiumy: Iryna Katsel
Muzyka: Nicu Alifantis
Ilustracja muzyczna: Gabi Basarabescu
Ruch sceniczny: Roxana Colceag
Artystyczny wystrój foyer: Mircea Stanescu
Asystent reżysera: Camelia Gavrilǎ
Obsada: Florin Cälinescu (Nicolae Ceauşescu), Coca Bloos (Elena Ceauşescu), Mihai Dinvale (Chłopak), Oana Albu (Zoe), Vitalie Banataş (Nicu), Bogdan Talaşman (Valentin), Petre Moraru (Generał radziecki, Mircea Stary), Constantin Praida (Papież Rzymski, Prozaik), Ion Lupu (Stefan Wielki), Eugen Cristian Motriuc / Marius Ionescu (Poeta), Avram Biräu (Michał Waleczny, afrykański prezydent).
Tłumaczenie: Radosława Janowska – Lascar
Czas trwania przedstawienia: 2 godz. 45 min.
Jedynie Burebista mógł sobie wyobrażać, że bez aparatczyków może wprowadzić swoje budzące strach zarządzenie, zgodnie z którym na terytorium Dacji nikomu nie zezwalano już pić wina, ponieważ z powodu pijaństwa mieszkańcy nie mogli już utrzymać w ręce kielni, pilota od telewizora, dzieł towarzysza Nicolae Ceauşescu, łopaty, mass-mediów, muzyki pop, wojska, kościoła…
Pomyłkę naprawiono wraz z nadejściem wyzwolicielskiej Armii Czerwonej, kiedy to w Rumunii zaczęto tworzyć szkoły dla aparatczyków. Pod ich nadzorem, w ciągu 50 lat naród rumuński rozsławił swoje tradycje, i oryginalne talenty, kopiując od Rosjan Dom Gwiazdy, podręczniki szkolne, filmy artystyczne, sztuki teatralne, przemysł, wojsko, stroje, piosenki, solistów muzyki ludowej, kolektywizację, polityków, reżyserów, dysydentów, literaturę, satyryków, trenerów piłki nożnej oraz przewodników Narodowej Organizacji Turystyki.
Rodzima produkcja aparatczyków wzrosła po roku 1989, przekroczyła wszelkie prognozy w przeliczeniu z hektara lub na głowę mieszkańca. Życie społeczno-polityczne w Rumunii się zróżnicowało, zyskało nowe cechy i nowy wymiar skrywania rzeczywistości i pieniądza zdobywanego drogą „uczciwych” interesów. Dlatego też ci aparatczycy są teraz z pewnością komentatorami politycznymi, ludźmi biznesu, szefami trustów, gwiazdami mass-mediów, "Rumunami osiedlonymi za Oceanem", niezależnymi kandydatami, twarzami Kościoła. Troszczą się o to, aby Narodowa Rada ds. Studiowania Archiwów Securitate miała zawsze zapewniony dezodorant antyperspiracyjny. Nasza sztuka, Jeden dzień z życia Nicolae Ceauşescu obrazuje jedynie chwilę z życia jednego z nich. Ale aby lepiej zrozumieć siłę oddziaływania aparatczyków na rumuńskie społeczeństwo, powinniśmy uważniej przyjrzeć się naszemu życiu.
Denis Dinulescu
Cristina Modreanu- Adevǎrul, 19. 02.2005.
O zi din viaţa lui Nicolae Ceauşescu - fragment :
CHŁOPAK:Kolejnym punktem programu jest Kongres Związku Młodzieży Komunistycznej z 1939...
ELENA:A ten numer z balem kiedy miał miejsce?
CHŁOPAK:Nieważne, my nie pracujemy chronologicznie...
NICU: No, to niedobrze... Jak już się męczymy taki kawał czasu, to przynajmniej zróbmy coć porządnego... Niech wszystko będzie ile się da chronologicznie, Lenuca, mam rację?
ELENA: A, jasne, że tak, chronologicznie, bo inaczej tak się zaplączemy, że już nas nikt nie rozplącze...
NICU: Po co mam przemawiać na Kongresie z 39? Co ja mam im mówić? To takie ważne?
CHŁOPAK: To jest bardzo ważne, żeby towarzysz do nich przemawiał, ale nie ma znaczenia, co im towarzysz będzie mówił, bo i tak nic nie zrozumieją, a jak kiedyś będzie potrzebne przemówienie, ja wiem, za ileś tam lat, no to się szybko coś skleci i wpisze datę z 1939...
NICU: Dobra, dobra, jasne, że tak zrobimy, ale nie rozumiem, dlaczego to jest takie ważne....
CHŁOPAK: No bo musicie, towarzyszu porozdawać manifesty... Niech ludzie was zobaczą… Żebyśmy mieli świadków... Manifesty trzeba było porozdawać dziesięć lat temu, ale nie chcieliśmy was zanudzać już w tym wieku... Teraz jest dobry moment, dużo ludzi zebranych w jednym miejscu, porozdajecie je o wiele szybciej...
ELENA: A ja ile mam się jeszcze uczyć tej chemii? Co tam pisze w Programie?
CHŁOPAK: Wszyscy troje uzgodniliśmy, że towarzyszowi robimy wiarygodną historię....
NICU: No, kochanie... Nie opowiadaj, że się uczysz? Od tych bydlaków nie masz się czego uczyć.... O ile ja dobrze kojarzę, Chłopaczku, to przeskoczyłeś jeszcze inne punkty Programu...
CHŁOPAK: Tak, towarzyszu
NICU: No, to powiedz, co robiłem, jak miałem czternaście, piętnaście lat...
CHŁOPAK: Eeeemm..., kiedy mieliście, towarzyszu, czternaście, piętnaście lat, musieliście chodzić na piechotę z Bukaresztu do Scorniceşti, od jednego do drugiego posterunku żandarmów i byliście oskarżony o to, że w warsztacie szewskim, gdzie pracowaliście jako czeladnik, opowiadaliście uczniom o Marksie, Engelsie i Leninie, których znaliście na pamięć już w tym wieku...
NICU: Ty, ale numer! A w jakim języku gadałem do tych Marsów i Tarsów?
CHŁOPAK: W staroniemieckim.
NICU: No i widzisz baranie? A ty opuściłeś taki ważny moment!
Nie jest to przedstawienie wygodne, a wręcz przeciwnie, twórca bierze na serio rolę agitatora i włącza się w bardzo konkretny dyskurs polityczny. Jego osią jest osądzenie przeszłości, która pozostawiła w nas ślady zbyt głębokie, aby można było o nich zapomnieć. Jeżeli widz potrafi zdystansować się nieco od tej ideologicznej demonstracji, zrozumie, że chodzi o fabułę inspirowaną przez historię, fabułę, której warstwę moralną można sprowadzić do wersu jednej z piosenek skomponowanych przez Nicu Alifantisa : Komunizm najpierw ci pomaga, a potem wykonuje na tobie egzekucję.

