22.10.2007
22 października 2007 r. godz. 19.00 Teatr Polski w Poznaniu – Duża scena
Wojciech Tomczyk „Norymberga”
Teatr Narodowy, Warszawa
Prapremiera: 10 kwietnia 2006 r.
Reżyseria: Agnieszka Glińska
Scenografia: Agnieszka Zawadowska
Realizator dźwięku: Wojciech Błaszczyk
Realizator światła: Andrzej Szwaczyk, Krzysztof Trzaskowski
Występują: Monika Krzywkowska (Hanka), Maria Mamona (Żona), Leon Charewicz (Pułkownik)
Czas trwania przedstawienia: 1 godz. 35 min.
Emerytowany pułkownik kontrwywiadu zgodził się ujawnić przed młodą dziennikarką kulisy jednego z PRL-owskich skandali politycznych. Informacja jest tylko przynętą: były agent, wbrew woli rozmówczyni, dokonuje autolustracji i żąda nowej Norymbergi – uczciwego procesu i odpowiedniej kary. Domaga się rozliczenia PRL-owskiej przeszłości i pragnie stanąć przed sądem, by wyznać swoje grzechy, a także grzechy kolegów - ubeków, którzy wcale nie odeszli w niebyt polityczny, lecz znakomicie urządzili się w wolnej Polsce.
Dziewczyna zostaje wciągnięta w grę, która zmienia jej pojęcie o własnym życiu, ujawnia manipulacje z czasów Polski Ludowej, każe pytać o stopień uwikłania. Sztuka Wojciecha Tomczyka znakomicie wpisuje się w aktualną rzeczywistość pozateatralną i jest odważnym głosem w debacie nad ustawą lustracyjną, a także prezentuje wyrazistą postawę wobec likwidacji służb specjalnych. Ta zewnętrzna rzeczywistość tworzy dodatkowe konteksty znaczeniowe dla sztuki Tomczyka.
Norymberga – fragment:
PUŁKOWNIK: Proszę bardzo, Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski! Jakiego odrodzenia, jakiej Polski?! Złoty Krzyż Zasługi, brązowy, srebrny mi się gdzieś zadział, medal Dwudziestopięciolecia PRL, za marzec i za Czechosłowację, medal Trzydziestolecia, za grudzień, medal Czterdziestolecia – to za pani ojca. Krzyż Grunwaldzki, co ja z Krzyżakami walczyłem? Chce pani coś z tego złomu?
HANKA: Pan się powinien leczyć! Powinien pan pójść do psychiatry!
PUŁKOWNIK: Pani chce mnie obrazić?
HANKA: Nie chcę pana obrazić. To choroby jak każde inne.
PUŁKOWNIK: Jestem najnormalniejszym człowiekiem pod słońcem.
HANKA: Tym bardziej powinien pan zgłosić się do lekarza. Niech on to potwierdzi. Po prostu.
PUŁKOWNIK: Mogę stanąć przed sądem. Jestem całkiem normalny. Na szczęście.
HANKA: To nie jest moja sprawa.
PUŁKOWNIK: To jest pani sprawa. Pani ojca zostawimy na deser. Powiem pani jak małemu dziecku – nie zjesz obiadku, nie będzie deseru.
HANKA: Obiadek – to to pudło?
PUŁKOWNIK: Tak. Niech pani sobie wyobrazi, że spotyka pani na ulicy zbrodniarza hitlerowskiego.
HANKA: Szczęśliwie nie znam żadnego zbrodniarza hitlerowskiego.
PUŁKOWNIK: Ale komunistycznego zbrodniarza już pani zna.
HANKA: To są pańskie problemy, z pańską osobowością, nie muszę tego wysłuchiwać, nie muszę tu być.
PUŁKOWNIK: Oczywiście, nie musi pani. Nie zjesz obiadku, nie będzie deseru. Zabierz to pudło. Napisz. Wyślij. Wtedy opowiem ci historię twego ojca. Nie zjesz obiadku, nie będzie deseru.
Z pozoru łagodne słowa ranią jak sztylety, uśmiechy mają ukryć rozpacz i bezradność. Jakbyś się poczuł, gdybyś zrozumiał nagle, że w twoim życiu wszystko było sterowane, ktoś nieznany pociągał za sznurki? Agnieszka Glińska i Wojciech Tomczyk każą Hance z "Norymbergi" na naszych oczach przeżyć podobną traumę. Monika Krzywkowska tworzy w tej roli życiową kreację. Udawaną władczością pokrywa czyste przerażenie. A ile gra samymi oczami bez słów! Leon Charewicz jako emerytowany ubek łączy nieokiełznaną brutalność z jowialnością dobrego wujka. Smakowita jest Maria Mamona jako niczego niewiedząca jego żona. Precyzyjny, do końca przemyślany spektakl. Wreszcie literatura i teatr, które nie wyrzekają się pamięci, ale z niej budują.
Jacek Wakar, „Dziennik” nr 4, 21. 04. 2006.
Wojciech Tomczyk już drugi raz - po świetnym "Wampirze", opowieści o manipulacji milicji przy sprawie zabójcy kobiet na Śląsku w latach 70-tych - zajmuje się grzechami polskich resortów siłowych. Opowiada o pułkowniku kontrwywiadu Polski Ludowej, któremu przyszło kiedyś - służba nie drużba – zniszczyć, zniesławić, doprowadzić do samobójstwa kolegę oficera i który potem przez lata opiekował się córką swojej ofiary. Opiekował po resortowemu: torował karierę, usuwał przeszkody. Na skutek wyrzutów sumienia, czy ot, kaprysu pana i władcy ludzkich losów? To zagadka i ładny rys charakteru naszego kontrwywiadowcy, który cały jest z zagadek: nie wiadomo, jak przenikliwość i inteligencja mogą być tak głęboko sprzężone z kanciastością stupajki. Wielkie brawa dla autora za ten konglomerat; jeśli coś budzi wątpliwości, to nieoczekiwany patos. Pułkownik prosi podopieczną, by na niego doniosła, ponieważ chce mieć swoją Norymbergę, wyznać grzechy własne i kolegów. Co oczywiście koledzy sprawnie udaremniają: jeden pechowy strzał na polowaniu... Czyż to nie zbytek łaski, ten szekspirowski wymiar peerelowskiego szpicla ofiary własnej skruchy? Portret towarzysza pułkownika kreślony przez Leona Charewicza w błyskotliwym przedstawieniu Glińskiej zachwycający: finezja i nuworyszostwo, fantazja i policyjna rutyna, dżentelmeneria i chamstwo w jednym. Nigdy nie wiadomo, co szczere (nawet niechcący), a co zamierzone, i jeszcze smaczny epizod żony (Maria Mamona): przenikanie bakcyla ubectwa przez ściany alkowy. Nigdy nie dość uodporniania na te zarazki.
Jacek Sieradzki, Przekrój nr 29, 18-05

