Film

21.10.2007

21 października 2007 r. godz. 20.00 Teatr Polski w Poznaniu – Duża scena
 
„Transfer!“
Wrocławski Teatr Współczesny im. Edmunda Wiercińskiego
premiera: 18 listopada 2006 r.
 
Reżyseria: Jan Klata
Dramaturdzy: Dunja Funke, Sebastian Majewski
Sceny jałtańskie: Jan Klata
Scenografia: Mirek Kaczmarek
Casting/współpraca literacka: Ulrike Dittrich, Zbigniew Aleksy
Projekcje: Robert Baliński
Światło: Jan Sławkowski
 
Występują: Przemysław Bluszcz (gościnnie) / Wojciech Ziemiański (gościnnie), Wiesław Cichy (gościnnie), Zdzisław Kuźniar
oraz Karolina Kozak, Ilse Bode, Angela Hubrich, Hanne-Lore Pretzsch, Jan Charewicz, Jan Kruczkowski, Zygmunt Sobolewski, Andrzej Ursyn Szantyr, Matthias Goeritz, Guenter Linke.
 
Czas trwania spektaklu: 1 godz. 45 min.
 
 
Transfer! to polsko-niemiecka opowieść o wypędzeniach z dzisiejszej perspektywy, sześćdziesiąt lat po wojnie. Zawodowi aktorzy pojawiają się jedynie w scenie obrad Churchilla, Roosevelta i Stalina. Zderzenie świata teatru i autentycznych relacji ukazuje główną ideę spektaklu – odsłania tragedie zwykłych ludzi porwanych i okaleczonych przez tryby Historii, w momencie, w którym wydawało się, że najgorszy kataklizm mają już za sobą. Konfrontacja arbitralnych decyzji Wielkiej Trójki, które beztrosko przesunęły granice o tysiące kilometrów z autentycznym historiami pojedynczych ludzi, których skutki tych decyzji dotknęły, pokazuje absurdy wielkiej polityki.
Na scenie obok siebie usiądą Polacy przesiedleni z Kresów oraz Niemcy wysiedleni z Pomorza, Prus i Dolnego Śląska.
Polacy przyjeżdżają na zachód, na tzw. Ziemie Odzyskane, Niemcy właśnie z nich wyjeżdżają – na krótką chwilę ich drogi się krzyżują. Te wypędzenia się różnią, różni się też sposób, w jaki są opowiadane. W prezentowanych historiach wielka polityka jest gdzie indziej, a na pierwszy plan wysuwają się drobne, codzienne sprawy: podarowany młynek do kawy, wyhaftowany welon, wspomnienie soczystych gruszek, tęsknota za pozostawioną ojcowizną i bolesna świadomość, że już nigdy się do niej nie wróci. Dwie równoległe perspektywy opowiadania – polska i niemiecka - powodują, że czarno-białe schematy kat-ofiara przestają być tak oczywiste. Ze zderzenia tych relacji rodzą się niespodziewane refleksje. Wypędzenie jawi się jako cecha na trwałe wpisana w kondycję współczesnego Europejczyka.
 
Transfer! – fragment
 
„Była olbrzymia wielokilometrowa kolejka wozów pełnych ludzi, ale jako dziecko przyjmujesz coś takiego normalnie. Słońce świeciło i śnieg był ładny, a my mogliśmy patrzeć z góry na lewo i prawo.
My, dzieci nie baliśmy się. Przecież była z nami matka. Mała matka.
Jechaliśmy bez przerwy.
Zatrzymaliśmy się tylko raz, bo nasz parobek, duży Janek, powiedział, że musi w krzaki.
Był tam taki duży las i on skoczył w krzaki, i zniknął.
I po Janku.
Janek po prostu wrócił. Logiczne, co? Też bym tak zrobiła.”
 
 
„Teraz dużo Niemców przyjeżdża.
Nikogo nie pytają.
Przyjeżdżają.
Najbardziej przeżywają,
Że cmentarze zniszczone.
A to Państwo kazało zburzyć.
Kamieniarze potem powybierali granity
I przerobili na inne pomniki.
Zostały tylko piaskowce
I dużo kości w ziemi.”
 
Klacie udało się przekroczyć konwencję dokumentalnego widowiska i stworzyć egzystencjalny spektakl o pamięci i śmierci. Nad "Transferem!" unosi się duch Tadeusza Kantora i jego "Umarłej klasy" - przedstawienia, które było sumą doświadczeń pokolenia I wojny światowej. To "Umarła klasa" XXI wieku. Tutaj również starzy ludzie wracają do swego dzieciństwa zarażonego śmiercią: Jan Kruczkowski bawi się w wojnę makietą czołgu, Ilse Bode odczytuje listy od ojca z frontu, łącznie z tym ostatnim, po którym przyszła wiadomość o jego śmierci, Jan Charewicz jako siedemnastoletni chłopak jeszcze raz strzela z parabellum. Wstrząsająca jest chwila, kiedy osiemdziesięcioletnia Karolina Kozak odczytuje sporządzony przez siebie spis prawie stu gospodarzy z rodzinnej wioski na Podolu. Nazwiska polskie i ukraińskie układają się w litanię nad umarłym światem.

"Transfer!" z pewnością nie zaspokoi wszystkich oczekiwań. Dla Polaków będzie zbyt proniemiecki, dla Niemców - zbyt oskarżycielski. Jednak jego rolę w dialogu polsko-niemieckim trudno przecenić. Jan Klata pokazuje, że porozumienie w trudnej kwestii pamięci historycznej jest możliwe na poziomie jednostek. Wprowadzając pomiędzy wypędzonych postać Matthiasa Goeritza, młodego pisarza z Frankfurtu, potomka niemieckiej rodziny ze Żmudzi, daje sygnał młodym generacjom, że wykorzenienie to także ich problem. Że transfer to nie tylko pojęcie z informatyki, oznaczające przesyłanie danych, że także dzisiaj politycy przesuwają na mapie całe narody. To spektakl o tym, że wszyscy musimy wziąć odpowiedzialność za historię, aby w przyszłości uniknąć powtórki z transferu.
Roman Pawłowski, „Gazeta Wyborcza”, 20.11. 2006.
 
Na scenie znajduje się piątka Polaków i piątka Niemców; to z ich pamięci utkany został spektakl Klaty, to oni, obecni cały czas na scenie, po raz kolejny przeżywają wojenne wydarzenia, opowiadając je i odgrywając. Z bólem i z ulgą, wstydem i wzruszeniem, czasami w geście obronnym chowając się za maskami i wojennymi dowcipami. Mówią po polsku i po niemiecku, ale w pewnym momencie - co jest dowodem na skuteczność obranej przez Klatę strategii - widz przestaje rozróżniać narodowość. Ze strzępów opowieści powoli zaczynają wyłaniać się kompletne historie, widzimy nie teatralne postaci wypowiadające się, by poprzeć lub podważyć określoną tezę, ale bardzo różnych ludzi, o odmiennych charakterach i temperamentach.
 
Anna R. Burzyńska, „Tygodnik Powszechny”, 01.12.2006.
 
 
Oprócz ofiar historii pojawiają się w "Transferze!" również jej sprawcy. Na metalowej platformie wznoszącej się nad sceną obradują w Jałcie przywódcy trzech zwycięskich mocarstw: Sta (Przemysław Bluszcz), Chu (Wiesław Cichy) i Roo na wózku inwalidzkim (Zdzisław Kuźniar), czyli Josif Stalin, Winston Churchill i Franklin Roosevelt. Podejmują oni decyzje dotyczące Europy Wschodniej i milionów jej mieszkańców, a w przerwach opowiadają anegdoty, żartują, śpiewają rosyjskie piosenki i przywołują film „Świat się śmieje”. Poprzez serię groteskowych dialogów Klata przypomina sowiecki terror, pakt Ribbentrop-Mołotow i zbrodnię katyńską. Ale też podkreśla fakt, jak to emigracyjny rząd i Polskie Siły Zbrojne na Zachodzie zostały oszukane przez władze brytyjskie i amerykańskie w sprawie przesunięcia granic i zagwarantowania demokratycznych wyborów. Trzej politycy parokrotnie przeobrażają się w zespół rockowy Joy Division. Sta i Chu biorą do rąk gitary, a Roo zasiada do elektrycznych organów, aby zaśpiewać piosenkę Transmission. Wszyscy musieli więc tańczyć tak, jak oni zagrali, szczególnie Stalin.
 
Rafał Węgrzyniak, „Odra” nr 1, 15. 01. 2007
 

   
21 października 2007 r. godz. 18.00 Estrada Poznańska – Scena na Piętrze, ul. Masztalarska 8
 
Agnes Bálazs „A piros bicikli“ („Czerwony rower“)
Spinozá Szinház, Budapeszt
premiera: 18 stycznia 2007 r.
 
Reżyseria: Gyula Radó
Scenografia: Luis Saglie
Kostiumy: Hajnal Tordai
Światło i dźwięk: Mátyás Csorba
Reżyseria dźwięku: György Nemlaha
Konsultacja historyczna: László Karsai
 
Występują: Lili Gesler, Andrea Szoták
 
Tłumaczenie: Jolanta Jarmołowicz
 
Czas trwania przedstawienia – 1 godz.
  
 
O sztuce
 
Éva i Lilla nigdy się nie spotkały, nie poznały się. Jednak miały ze sobą wiele wspólnego. Obie były tylko dziećmi, obie pisały dziennik, obydwie bardzo kochały życie i obie doświadczyły potworności holocaustu.
Za sprawą pamiętników Lilli Ecséri i Évy Heyman historie ich losów odżywają na scenie. Lilla ma 16 lat, Éva zaledwie 13, Lilla chciała zostać aktorką, Éva chce jedynie przeżyć. Umiejscowiona poza czasem i przestrzenią historia zaskakuje widza tym, że wszystko co dzieje się na scenie wydarzyło się naprawdę.
Po wielu latach milczenia swej tożsamości poszukują zarówno generacje dotknięte trauma holocaustu, jak i te, które go bezpośrednio nie doświadczyły. Ich losy łączą się, czy to za ich wiedzą, czy bez niej, a na pytanie o sens tych wydarzeń można dać tylko jedyną wspólną odpowiedź: należy zrobić wszystko, aby los Évy, Lilli i milionów ofiar nazizmu nigdy nie się nie powtórzył!
 
Autorki Dzienników
 
Lilla Ecséry Nagyecséri urodziła się w 1928 roku w rodzinie ziemiańskiej, która w 1910 roku otrzymała z rąk cesarza Franciszka Józefa I tytuł szlachecki w ramach uznania za działalność na rzecz rozwoju gospodarki. Ojciec dziewczynki w czasie I wojny światowej był majorem huzarów, a za odwagę i męstwo wykazane na polu walki otrzymał wiele odznaczeń wojskowych. Pomimo to ustawy norymberskie przypieczętowały los rodziny.
Lilla, według ówczesnych zwyczajów prowadziła dziennik i kontynuowała go nawet podczas wojny. Jego część pochodząca z okresu między rokiem 1944 a lutym roku 1945 została wydana w formie książkowej pod tytułem Ecséri Lilla: Napló,1944 (Lilla Ecséri: Dziennik, 1944) w 1995 r. Lilla przeżyła wojnę, jednak straciła podczas niej ukochaną matkę. Po wojnie wstąpiła do Państwowego Instytutu Aktorskiego, skąd na trzecim roku, niedługo przed otrzymaniem dyplomu, została wydalona jako wróg klasowy. Powrót do świata teatru nie był już możliwy, ale po kilku latach miała możliwość kontynuowania nauki. W późniejszym okresie, dzięki zdobytej przed wojną znajomości niemieckiego i angielskiego zdała egzamin na przewodnika wycieczek i aż do momentu przejścia na emeryturę wykonywała ten zawód.
 
Éva Heyman
Éva została wywieziona do Auschwitz 6 czerwca 1944 roku, w dniu w którym wojska alianckie wylądowały w Normandii. Przypadł jej w udziale los milionów ofiar faszyzmu. Według relacji naocznych świadków, pomimo fizycznych i psychicznych tortur, którym była poddawana, ani na chwilę nie opuściła jej chęć życia. Od chwili ukończenia 13 lat walczyła tylko o to, aby przeżyć. Niestety 17 października 1944 roku padła ofiarą ostatniej selekcji więźniów dokonanej przez doktora Josefa Mengele - jak twierdzą świadkowie Mengele osobiście wepchnął Évę do ciężarówki śmierci.
Jej matka Ágnes Zsolt., Ági – jak ją Éva nazywała, w 1944 roku trafiła do Bergen-Belsen, po czym wyjechała do Szwajcarii. Była autorką przedmowy do dziennika zmarłej córki wydanego w 1948 r. Kilka lat później popełniła samobójstwo.
 
 
 
 
Twórcy przedstawienia
 
Ágnes Balázs
 
Studiowała na Wolnym Uniwersytecie w Brukseli, a nastepnie filologię węgiersko-francuską na wydziale humanistycznym Uniwersytetu im. Loránda Eötvösa w Budapeszcie. W 1993 roku ukończyła klasę Istvána Iglódiego na Uniwersytecie Filmowo-Teatralnym. Karierę aktorki rozpoczęła w 1991 roku w zespole węgierskiego Teatru Narodowego grając główne role w dramatach Shakespeare’a i Goldoniego. Od 1994 roku grała na takich scenach jak: Buda Stage, Karinthy Színpad, Vidám Színpad, prowadziła również autorski program w telewizji węgierskiej. Obok swojej działalności teatralnej i telewizyjnej w roku 2001 przedstawiła się szerokiej publiczności jako autorka dialogów i muzyki do musicalu Isteni show (Boski show).
 
Gyula Radó
Laureat nagrody im. Béli Balázsa
 
Reżyser teatralny, telewizyjny i filmowy. Współtwórca studia w Kecskemét - pierwszego profesjonalnego studia filmowego na Węgrzech poza Budapesztem. Autor wielu telewizyjnych seriali, filmów dokumentalnych i biograficznych. Pracował w teatrach w Kaposvárze, Pécsu, a w Budapeszcie w teatrach Komédium i Spinoza
 
 
 
O spektaklu
 
Zarówno temat jak i przedstawienie były wstrząsające. 
Historia ta niezmiernie silnie wpłynęła na moją żonę, która podobnie jak obie bohaterki, również przeżywała tragedię wojny będąc dzieckiem, dlatego też na scenie zobaczyła fragment swojego życia.
Jest niezwykle ważne, aby widzowie uwierzyli, że wszystko to, co przydarzyło się Évie i Lilli było prawdą, a nie wytworem wyobraźni. Niech tę sztukę ogląda jak najwięcej osób i niech stają się dzięki niej mądrzejsze.
 
Dr József Schweitzer, emerytowany naczelny rabin Węgier
 
Jednoaktowa sztuka wchodząca właśnie na deski teatru Spinoza wzbudza w odbiorcach wyjątkowe odczucia. Jej autorka, Ágnes Balázs, stworzyła oryginalny, pasjonujący, a zarazem wstrząsający tekst na podstawie pamiętników pisanych w 1944 roku przez dwie węgierskie Żydówki. Dziennik 13 letniej Évy Heymann z Nagyváradu wydała w 1948 roku jej matka Ágnes Zsolt (żona pisarza – Béli Zsolta). Smutny los Évy znany jest również z genialnej powieści Béli Zsolta pt.: Kilenc koffer (Dziewięć walizek). W niedawno wydanej książce Tsura Reuvena (Róberta Steinera) pt.: Menekülés a gettóból (Ucieczka z getta), która opowiada historię getta w Nagyvárad, również jest mowa o Évie i rodzinie Zsoltów.
Autorka nawet tytuł sztuki wybrała z wyczuciem. Żandarmi zabrali Évie jej najbardziej strzeżony skarb, zakupiony za z  trudem uzbierane pieniądze czerwony rower, ponieważ wtedy żydowskie dziecko nie miało prawa do posiadania roweru.
 
Dwie postaci sztuki Czerwony rower nigdy się nie spotkały i nigdy się nie spotkają. Jedna z dziewczynek mieszka w mieście Nagyvárad, a druga w Budapeszcie. Mimo to rozmawiają ze sobą tak, jakby były starymi znajomymi. Obydwie piszą dziennik, są Żydówkami, kochają życie, pragną miłości, planują swoją przyszłość. Czasem same już nie zdają sobie sprawy z tego, czy to co się z nimi dzieje jest prawdą czy tylko snem. Éva Heyman, gdyby w odpowiednim momencie zmieniła nazwisko, mogłaby stać się węgierską Anną Frank. Znane całemu światu losy Anny śledzić możemy na przestrzeni lat, a Évie na pisanie dziennika danych było tylko kilka krótkich miesięcy. Ale w tym krótkim czasie z subtelnej i kulturalnej, lecz jeszcze roztrzepanej i naiwnej małej dziewczynki, bohaterka staje się zmagającą się z poważnymi problemami życiowymi, wiele rozumiejącą dziewczyną.
 
Lilla Ecséri jest trzy lata starsza od Évy. Pięknie rysuje, ma zdolności aktorskie. Nie miała jeszcze adoratora i podobnie jak Éva, ona też tęskni za miłością i pierwszym pocałunkiem. Chciałaby podróżować, zwiedzać świat. Pragnienie doznawania życia rozpala je obie, jednak mają świadomość czekającego je losu. Éva zostaje wywieziona do Auschwitz, a Lilla trafia do budapeszteńskiego getta, a potem do obozu pracy przymusowej. Ale dialog toczy się dalej, tak jakby Éva nadal żyła w postaci wewnętrznego głosu Lilli, który ma dać jej siłę do zniesienia ciężkiej próby.
 
Praca autorki sztuki, Ágnes Balázs oraz z reżysera Gyuli Radó jest godna uznania. Publiczność na premierze wstrzymując oddech, w napięciu śledziła wstrząsające losy dwóch dziewczynek. Natomiast na końcu przedstawienia nagrodziła twórców i aktorów przedstawienia gromkimi brawami, którym nie było końca.
 
Pál Várnai
 
 
 


Tak było

Tak było

Zapraszamy do obejrzenia fotografii z festiwalu. więcej

Organizator

Teatr Polski w Poznaniu